Rozmowa ze Zbigniewem Ferencem prowadzącym placówkę franszyzową Dominet Banku
Jak dawno temu trafił Pan do Dominet Banku?
Współpracę z tym bankiem rozpocząłem z początkiem 2003 roku.
Czy słusznie przypuszczam, że wcześniej również zajmował się Pan finansami?
Mój życiorys zawodowy jest bardzo rozbudowany. Zajmowałem się pośrednictwem na linii nieruchomości komercyjnych, byłem również dyrektorem handlowym w różnych firmach. Przez pewien czas zajmowałem się sprzedażą produktów ubezpieczeniowych. Ogólnie rzecz ujmując przez znaczną część życia zawodowego zajmowałem się sprzedażą w różnym zakresie.
Skąd pomysł na współpracę z Dominet Bankiem, wszak w czasie kiedy Pan zaczynał mieli oni jedną z droższych ofert franczyzowych.
Koszt przystąpienia do tej sieci zamykał się wtedy w kwocie dwustu tysięcy złotych. Dzięki rodzinnym „kanałom” dowiedziałem się, że Bank poszukuje współpracowników, a ponieważ byłem na etapie poszukiwań, zainteresowałem się ich ofertą. W czasie, kiedy zaczynałem nie było tak naprawdę innej alternatywy, a na rynku pojawiały się jedynie sieci typu McDonald’s, które wymagały jeszcze większego nakładu środków.
Finanse, choćby ze względu na rodzaj prowadzonej wcześniej działalności, to dziedzina, która była mi bliższa – stąd moje zainteresowanie współpracą z tym bankiem. Poza tym Dominet był dość elastycznym bankiem i w wielu kwestiach można było z nimi pertraktować. Mam na myśli choćby rozłożenie na raty wpłaty własnej, koniecznej podczas przystępowania do współpracy na zasadach franczyzy. Ponadto umowa na zasadzie franczyzy nakłada nie tylko obowiązki, ale gwarantuje również pewnego rodzaju bezpieczeństwo, a to już dużo więcej niż zakładanie od podstaw swojego biznesu.
Skoro prowadzi Pan swoja działalność już pięć lat mogę, więc przypuszczać, że projekcje finansowe się sprawdziły?
Przyznam, że były różne etapy prowadzenia przeze mnie działalności. Tak, jak w każdym biznesie był czas, że moje dochody były bardzo dobre, ale były również i bardzo złe. Miałem nawet momenty zwątpienia, kiedy to zastanawiałem się, czy dalej prowadzić tę działalność. Chwile te zbiegły się w czasie z odejściem kilku partnerów od Dominet Bank. W tym samym czasie pojawiły się jednak informacje, że bank będzie miał nowego właściciela i postanowiłem zaryzykować i poczekać na zmiany licząc jednocześnie na to, że będą one do zaakceptowania.
Propozycje nowych właścicieli są dosyć ciekawe i pojawia się coraz większa liczba punktów, na których możemy zarabiać.
Na którym produkcie zarabia Pan najwięcej?
Produkty kredytowe – samochodowe, gotówkowe - przynoszą w tym czasie największe dochody. W moim przypadku gwarantują one zdecydowaną większość zysków. Mam nadzieję, że nowy produkt naszego banku, kredyt hipoteczny będzie generował niebawem dobre przychody.
Operuje Pan na starego rodzaju umowie Dominet Bank czy może już na nowej?
Całkiem niedawno, bo kilka dni temu, podpisałem nową umowę.
Co Pana przekonało do tego, aby ją podpisać?
Najistotniejszą kwestią z mojego punktu widzenia były koszty. A w nowej umowie wybrane koszty stałe, niezależne od mojej działalności, przechodzą na stronę banku. Zaś pozostałe zaś pokrywam sam.
Działalność, którą prowadzę, jest swego rodzaju działalnością sezonową. Dla najbardziej dochodowych produktów z mojego punktu widzenia najgorszymi miesiącami są te z początku roku. Jest to czas, kiedy kredytobiorcy przeczekują po pożyczkach grudniowych, a to z kolei wpływa na spadek moich dochodów. Teraz, kiedy nie generuję kosztów stałych, czuję się dużo bezpieczniej i stabilniej finansowo. Nowa umowa łagodzi więc skutki sezonowości w mojej działalności.
W biznesie jednak nic nie jest za darmo. W nowej umowie wynagrodzenie z tytułu sprzedaży nominalnie się obniżyło, jednak z mojego punktu widzenia – obecne rozwiązanie wydaje mi się bardziej korzystne.
Nowym elementem w umowie jest również płacenie z marży do czasu, kiedy spłacany jest kredyt.
To prawda, przy czym częściowo element ten został wprowadzony już wcześniej i dotyczy on wynagrodzenia od innego kredytu i w tym zakresie dotyczy osób współpracujących na „starych” i „nowych” zasadach. Nowa umowa rozszerza te zasady na kolejny produkt. Myślę, że po pewnym czasie znaczenie tego elementu będzie rosło, tym bardziej, że będzie się on kumulował w czasie.
Ile osób pracuje w Pana placówce?
Zatrudniam cztery osoby, poza tym sam jestem aktywnym sprzedawcą. Część pracowników zajmuje się sprzedażą w terenie, wracają do placówki w czasie, kiedy mamy duży napływ klientów. Biorąc pod uwagę, że mamy dużą liczbę stałych klientów oraz gamę produktów, które do nich kierujemy, mój aktywny udział w sprzedaży jest bardzo potrzebny.
Jak wyobraża Pan sobie swoja firmę za trzy lata?
Położenie placówki budzi moje obawy, bowiem mamy swoja siedzibę niedaleko Stadionu Dziesięciolecia. Duża część moich klientów pochodziła z tego terenu. Teraz, kiedy ma rozpocząć się tam przebudowa, muszę w większym stopniu skupić się na takich produktach, które będziemy sprzedawać poza placówką. W wachlarzu produktów myślę o rozbudowaniu kredytów samochodowych i hipotecznych.
Nie myślał Pan w związku z tym o kolejnej placówce?
Miałem nawet propozycję objęcia kolejnej placówki. Zanim jednak podejmę decyzję chcę sprawdzić, jak będą funkcjonowały w praktyce nowe zasady. Jeżeli dadzą one szanse godziwego dochodu, to być może podejmę taką decyzję.
Czym zajmuje się Pan poza pracą?
W tej chwili żyję maturą syna. Poza tym często podróżujemy, a w sezonie letnim nasz czas wypełnia działka letniskowa.
Dziękuję za rozmowę