Najnowsze informacje od Fenicjanie.pl
zapisz się na bezpłatny newsletter

Money.pl - wiadomości, notowania, giełda, kursy walut
NBP 2012-02-08
USD 3,1461 -1,08%
EUR 4,1710 -0,26%
CHF 3,4431 -0,58%
GBP 5,0060 -0,55%
 
  

Warszawa Oppenheim Entreprise Krzysztof Oppenheim

Tekst:  
powiększ czcionkę tekstu pomniejsz czcionkę tekstu
poniedziałek, 14 lipca 2008
Znalezienie dobrego inwestora w branży finansowej jest o tyle trudne, iż naszym credo jest przede wszystkim w pełni profesjonalna obsługa klienta, a nie jest to najczęściej idea popularna w pośrednictwie „sieciowym”. Dbałość o interesy klienta i o najwyższy poziom świadczonych usług sprawdza się szczególnie w trudniejszych czasach, a takie właśnie nadeszły. Jestem przekonany, że część firm powstałych na fali rosnących potrzeb związanych z udzielaniem kredytów niebawem zacznie upadać - mówi Krzysztof Oppenheim, właściel firmy Oppenheim Entreprise.
Krzysztof Oppenheim, właściciel firmy Oppenheim Entreprise    
Doświadczenie: profesjonalny zawodnik brydża sportowego (ponad 20 lat), praca w banku BPH SA (2 lata) oraz kilkanaście lat prowadzenia biura pośrednictwa kredytowego
Poza pracą: siłownia
Początki firmy: 1993 r.
Forma prawna: spółka z o. o.
Obszar działania: Warszawa
Działalność flagowa: kredyty hipoteczne oraz kredyty dla podmiotów gospodarczych
Punkty obsługi klienta: dwa biura w Warszawie
Ilu DF pracuje: 6-10 osób + asystenci
 
Fenicjanie.pl - Kiedy Pana firma pojawiła się na rynku?
- Działamy już od piętnastu lat. Wcześniej przez dwa lata pracowałem w Banku BPH – zajmowałem się tu promocją i sprzedażą produktów bankowych. Po paru miesiącach pracy zdecydowałem się zająć głównie kredytami samochodowymi. Szybko zdobywałem – głównie dzięki własnym pomysłom - coraz więcej klientów, ale jako etatowy pracownik miałem ograniczone możliwości i …małą pensyjkę. Zdecydowałem się spróbować zostać współpracownikiem banku i zająć się wyłącznie sprzedażą kredytów samochodowych. W tym czasie nie istniało jeszcze zorganizowane pośrednictwo kredytowe na polskim rynku – ta dziedzina na dobre się w Polsce urodziła w XXI wieku . Wtedy – tj. kilkanaście lat temu - stwierdziłem, że będzie korzystniej dla obu stron – banku i dla mnie – gdy stanę się podmiotem łączącym klientów z bankiem i będę z każdej umowy brał prowizję.
Czasy, kiedy rozpocząłem działalność były dosyć trudne i aby uzyskać kredyt, którego oprocentowanie wynosiło powyżej 40%, należało nie tylko mieć 20% wkładu własnego, ale również kilku poręczycieli. Moja praca polegała nie tylko na szukaniu klientów, ale także na opracowywaniu procedur, które pomogą zwiększyć sprzedaż. Dzięki temu już w trzecim roku mojej pracy w branży - latem 1996 r., nie tylko utrwaliłem już swoją pozycję na rynku warszawskim, ale mając do pomocy kilka osób – sprzedawaliśmy po kilkaset kredytów samochodowych miesięcznie!
Naszym sposobem na pozyskanie klientów w tym czasie było przekonanie dealerów samochodowych do współpracy. W latach 1995 – 1998 wiodącym partnerem w tym zakresie był Fiat i w większości salonów sprzedaży tej marki samochodów miałem swoich przedstawicieli. Jednak w 1998 r. rozpoczął swoją działalność Fiat Bank Polska, który przejął większość naszych klientów. Szukając nowych rozwiązań rozpoczęliśmy współpracę z Daewoo. Rok ten był bardzo ważny w historii mojej firmy, ponieważ jako jedyni w Warszawie rozpoczęliśmy z nieistniejącym już bankiem PBG sprzedaż kredytów denominowanych w markach - był to mój pomysł, który udało się zrealizować dzięki wsparciu 2 osób z kierownictwa PBG SA : Dyrektora Manfreda Gorywody (bardziej znanego z polityki, niż z bankowości) oraz Pani Ewie Skrundz – Naczelnikowi Wydziału Kredytów. Był to wtedy strzał w dziesiątkę! Wówczas kredyt złotówkowy był na poziomie 29 % - zaś my wyszliśmy z ofertą kredytu w markach - 9,49% - pamiętam to jak dziś. Produktem tym podbiliśmy rynek, a bank z którym wtedy współpracowałem, zachował się bardzo lojalnie i pozwolił mi na wyłączność sprzedaży na rynku warszawskim. Ten „kredytowy hit” pozwolił mi wejść na teren niemal wszystkich salonów Daewoo w Warszawie: w tamtych czasach marka ta sprzedawała się najlepiej w Polsce, bijąc nawet Fiata.
Kolejny przełom w naszej działalności przyszedł z rokiem 2001, kiedy to w zakresie sprzedaży kredytów samochodowych nastąpiło całkowite załamanie. Sytuacja ta związana była między innymi z bankructwem Daewoo. Dla przykładu powiem, że w lipcu 2001 roku sprzedaliśmy prawie 300 kredytów samochodowych, a już w sierpniu zaledwie kilkadziesiąt.
Tak wyglądały początki mojej działalności w pośrednictwie kredytowym.
- Czym się Pan zawodowo zajmował wcześniej, zanim został Pan pracownikiem BPH?
- Pierwszy zawód i zarobione pieniądze – to moja kariera w brydżu sportowym: przez ponad dwadzieścia lat zajmowałem się zawodowo właśnie tą dziedziną. Jeździłem na turnieje po całej Europie – po kilkanaście razy w ciągu roku. W tej dziedzinie sporo osiągnąłem, byłem wielokrotnym mistrzem Polski, a nawet zdobyłem raz tytuł Mistrza Europy – było to w 1982 roku. Bankowością zająłem się późno - dopiero po ukończeniu 30 lat zająłem się tą dziedziną, trafiłem tu … dość przypadkowo. Jak czasem mówię o tym w żartach – jeszcze w 1992 roku nie odróżniałem banku od bankomatu.
- Jak dziś wygląda Pana firma?
- Zajmujemy się prowadzeniem działalności trojakiego rodzaju. Z jednej strony oferujemy i zajmujemy się obsługą wszystkich produktów hipotecznych dla osoby fizycznej. Z drugiej zaś oferujemy pełen wachlarz kredytów dla podmiotów gospodarczych począwszy od linii odnawialnej, a na finansowaniu dużych inwestycji skończywszy.
Ostatnią dziedziną jaką zajmujemy się od kilku lat jest sprzedaż nieruchomości na rynku pierwotnym. Usługę tę oferujemy w ramach innej spółki, nie związanej z działalnością Oppenheim Enterprise.
- Jak ocenia Pan dzisiejszy rynek kredytów mieszkaniowych?
- Na pewno są większe możliwości, bowiem naszym klientem może być nie tylko ta osoba, która kupuje nieruchomość, ale również ta, która posiada już kredyt, albo - potrzebuje funduszy na wszelkiego rodzaju potrzeby. Jednak wraz z rozszerzaniem się rynku potencjalnych klientów wzrasta również konkurencja firm, które świadczą podobne usługi do naszych.
Co do sprzedaży samych mieszkań mogę wypowiadać się jedynie na temat rynku warszawskiego. Tu, mimo ożywienia w pierwszych miesiącach roku, sprzedaż utrzymuje na niskim poziomie. Klienci w tej chwili mają trochę inne oczekiwania. Myślę jednak, iż liczenie na to, że ceny mieszkań w nowych inwestycjach spadną jest błędne. Wciąż bowiem drogie materiały budowlane, rosną ceny usług budowlanych, marketingu, a nikt też dziś nie sprzeda tanio działki w dobrej lokalizacji - a to pociąga za sobą wzrost cen samych mieszkań.
- Na rynku jednak pojawiają się mieszkania zakupione kilka lat temu w celach inwestycyjnych.
- To prawda. Ta sytuacja nieco zakłóca cały rynek. Nie mamy bowiem do czynienia z prawdziwym rynkiem wtórnym czy deweloperskim, a raczej z osobami, które zakupiły mieszkania tylko po to, aby sprzedać je dla zysku.
Nawet biorąc pod uwagę wszystkie trzy kanały sprzedaży trzeba powiedzieć, że obrót nieruchomościami jest bardzo niski; szczególnie jeśli porównujemy to z okresem 2005 – 2006.
- Pana firma posiada rozbudowaną strukturę biur?
- Jesteśmy – i na razie pozostaniemy - specjalistyczną firma lokalną. Posiadamy dwa biura świadczące usługi pośrednictwa i doradztwa finansowego. Pierwsze zajmuje się sprzedażą kredytów hipotecznych, drugie zaś kredytów gospodarczych. Mimo, że do tej pory nie udało nam się znaleźć odpowiedniego partnera, nie wykluczamy rozwoju firmy. Znalezienie dobrego inwestora w branży finansowej jest o tyle trudne, iż naszym credo jest przede wszystkim w pełni profesjonalna obsługa klienta, a nie jest to najczęściej idea popularna w pośrednictwie „sieciowym”. Dbałość o interesy klienta i o najwyższy poziom świadczonych usług sprawdza się szczególnie w trudniejszych czasach, a takie właśnie nadeszły. Jestem przekonany, że spora część firm powstałych na fali rosnących potrzeb związanych z udzielaniem kredytów niebawem zacznie upadać. Pozostaną tylko te, które cechuje profesjonalizm w każdym aspekcie działalności. My taką firmą jesteśmy i robimy wszystko, aby utrzymać swój wysoki poziom, który doceniło już kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców stolicy.
- Wspomniał Pan o kredytach gospodarczych. Wydaje się że to dobry czas dla ich sprzedaży.
- Oferta, którą dysponują pośrednicy jest ciągle skromna. Jednak w porównaniu do sytuacji sprzed dwóch czy trzech lat jest dużo lepsza, ponieważ banki, co prawda bardzo powoli, ale jednak otwierają się na te potrzeby. Nasza działalność w tym zakresie skoncentrowana jest głównie na stałych klientach, którzy wzięli niegdyś kredyt hipoteczny i nadal prowadzą swoją działalność. Mimo, że wielkości sprzedaży kredytów gospodarczych nie można porównać do hipotecznych, to jednak z roku na rok udzielamy ich coraz więcej.
- Jak wyobraża Pan sobie swoją firmę za trzy lata?
- Nie snuję aż tak dalekich planów. Jestem jednak przekonany, że kierunek jaki obraliśmy jest słuszny, ponieważ sprawdza się on przede wszystkim w czasie słabszej sprzedaży – a taki czas mamy właśnie teraz. Choć nie mogę dziś powiedzieć, że mamy nadmiar klientów, ale na pewno - nie obawiamy się o przyszłość. Dzięki zdobytej przez 15 lat renomie i licznym rekomendacjom coraz więcej trafia do nas klientów, którzy szukają prawdziwego doradztwa finansowego.
Idąc dalej w rozważaniach na temat przyszłości powiem, że rynek pośrednictwa finansowego powoli się porządkuje i za trzy, może za cztery lata pozostaną na nim tylko najlepsi; dotyczy to zarówno firm sieciowych, jak i lokalnych biur pośrednictwa kredytowego. Mam nadzieję, że w grupie rozpoznawalnych i dobrze postrzeganych przez klientów firm w tej dziedzinie zawsze będzie – i to na eksponowanym miejscu - Oppenheim Enterprise.
Bardzo liczę także na to, że w okresie najbliższych kilku lat banki wprowadzą pewne zmiany w zasadach outsourcingu usług finansowych, które będą skutecznie ograniczały działanie na rynku tzw. przypadkowych pośredników. Wymaga to pewnych uregulowań: kto może być partnerem banku i komu powierzać tak dużą odpowiedzialność, jaką niesie za sobą podjęcie oficjalnej współpracy z bankiem.
- Jak spędza Pan wolny czas?
- Praca w tak dynamicznej branży i rozwijającym się rynku nie pozwala na to, aby posiadać zbyt wiele wolnego czasu. Staram się jednak dbać o kondycję i codziennie przez półtorej godziny ćwiczę na siłowni. I to już od 12 lat – uważam bowiem, że tak odpowiedzialna i stresująca praca wymaga także świetnej dyspozycji fizycznej i … relaksu.
- Dziękuję za rozmowę.
©  Fenicjanie.pl
polecam tekst:  
  • aktualna ocena: 2.75/6
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
ocena: 2.8 / 6 - głosowano 12 razy
liczba komentarzy do tego tekstu: 1

Powyższy tekst został skomentowany. Wczytaj komentarze i / lub dodaj własne.
Zdrowotne Ubezpieczenie
Tanie OC, pewne AutoCasco

Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!