„Rok temu było zupełnie inaczej: przychody z lokat pierwszego towarzystwa sięgały 1,37 mld zł, drugiego - 330 mln zł. Tegoroczny wynik to fatalna wiadomość dla posiadaczy polis, bo od działalności lokacyjnej ubezpieczycieli zależy wartość ich inwestycji. Symboliczne zyski rzędu 1-2,5 proc. dały w ciągu ostatniego pół roku tylko polisy oparte na funduszach gwarantowanych i obligacjach. – czytamy w „Gazecie Prawnej”
Czy słabe wyniki to wystarczający powód, by zakończyć umowę z towarzystwem? Eksperci twierdzą, że nie. - To działanie nieracjonalne. Zerwanie polisy przed terminem powoduje, że dostaniemy jedynie symboliczne albo wręcz żadne pieniądze - mówi Marcin Mazurek, szef firmy Intelace Research badającej rynek finansowy.
Co ciekawe, słabe wyniki z lokat nie są dla towarzystw wielkim problemem. Przykładem jest Aegon, którego przychód z lokat sięgał przed rokiem prawie 800 mln zł, a teraz zaledwie 35 mln zł. Mimo to zysk Aegonu wzrósł dwukrotnie, do 44 mln zł. - Straty z lokat to konsekwencja rodzaju prowadzonego biznesu, w którym portfel to głównie ubezpieczenia na życie związane z funduszem kapitałowym. W tym rodzaju polis straty z lokat kompensowane są zmniejszeniem rezerw. W efekcie pozostaje to bez większego wpływu na wynik finansowy - wyjaśnia Marcin Zwara, wiceprezes Aegonu.
Towarzystwa radzą sobie nawet ze spadkiem składek, jaki powoduje odwrót od polis inwestycyjnych. Robią to w ten sposób, że stawiają na inne produkty. Na przykład Nordea Życie jeszcze rok temu ponad 70 proc. składek zbierała dzięki polisom inwestycyjnym. Dziś jest to nieco ponad 20 proc. Towarzystwa zaczęły również ostro walczyć o bancassurance. PZU Życie dzięki nowym umowom z bankami zwiększył składkę z polis bankowych z 430 mln zł do ponad 4 mld zł. Podobnie zrobiła Warta. Spółka życiowa w przeciwieństwie do majątkowej była do niedawna rynkowym średniakiem. Dzięki współpracy z Kredyt Bankiem zwiększyła składkę ponad czterokrotnie, zebrała z samego bancassurance ponad 830 mln zł i wyrosła na jedną z największych spółek życiowych w kraju.”
Więcej w „Gazecie Prawnej”.