
W weekend plany pomocy zaczął ogłaszać Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Pożyczy on 16,5 miliarda dolarów dla Ukrainy, a na dniach rozpocznie pomoc dla Węgier. Dzięki temu jest szansa, że inwestorzy w końcu przejrzą na oczy i zauważą, że Polska nie ubiega się o żadną pomoc i nie ma takich problemów jak pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej.

Ponieważ trudno dojrzeć na horyzoncie jakąś pomoc to racjonalnie trzeba przygotować się na krajowym rynku na wyznaczenie nowych minimów bessy. Warto jednak przypomnieć, że hossa kończy się kiedy wszyscy wierzą we wzrosty, a bessa kiedy wszyscy są przekonani o spadkach. Ta prawidłowość sprawdza się od początku istnienia giełd.

Dziś sytuacja na krajowym rynku będzie już dużo bardziej związana z zachowaniem zagranicznych parkietów. Nasza giełda nie może długo pozostawać w przeciwfazie od giełd europejskich tak jak miało to miejsce w piątek kiedy WIG spadał a niemiecki DAX rósł całą sesję. Warto zauważyć, że od czerwca obserwujemy ciekawą prawidłowość – największe spadki na rynkach mają miejsce w połowie miesiąca.

Powody do zmartwienia o przyszłość będzie miało coraz więcej ludzi na świecie, gdyż spowolnienie gospodarcze jest już widoczne a najgorsze jest jeszcze przed nami. Wskaźniki wyprzedzające koniunktury PMI (ang. Purchasing Managers Index) dla wielu najbardziej znaczących gospodarek spadły poniżej 50, również dla Polski

Przy takiej panice można również śmiało postawić tezę, że za chwilę (w przyszłym tygodniu) zobaczymy silne odreagowanie. Weekend to bardzo dobry czas do ogłoszenia kolejnego planu ratunkowego, który choćby odrobinę uspokoi inwestorów. Równie pomocny może okazać się szczyt G-7 i komunikat, w którym światowy przywódcy poinformują o kolejnych zbawiennych dla rynków krokach.

Dziś sesja w kraju najprawdopodobniej będzie przypominać absolutną ucieczkę z akcji. Ze sporym prawdopodobieństwem można już mówić o możliwym teście 2100 punktów na WIG20 a może nawet super-okrągłych 2000. Optymistyczną stroną panik jest zawsze fakt, że potem jest już tylko lepiej.

Dzisiejsza sesja powinna rozpocząć się neutralnie lub niewielkimi spadkami. Trudno oczekiwać od graczy optymizmu, jeżeli uchwaleniu tak wyczekiwanego planu Paulsona na rynkach nie ma wzrostów. W tym tygodniu rozpoczyna się publikacja wyników kwartalnych spółek, więc w końcu gracze będą mieli twarde dane, a nie jedynie plotki i przypuszczenia o tym która firma ma problemy finansowe.

Poza tym, po złym początku, nadeszła informacja o przejęciu aktywów Wachovii (ostatnio to był szósty bank USA) przez Citigroup. Pośredniczył FDIC (ubezpieczyciel depozytów). Z tego wynika, że Wachovia była praktycznym bankrutem. Gracze zaczęli szukać kolejnej ofiary. Najmocniej traciły na wartości akcje banków regionalnych – tam wytypowany do upadku był National City. Koszt pożyczania gotówki na rynkach międzybankowych dramatycznie wzrósł.

W weekend fascynowano się planem ratowania gospodarki amerykańskiej, który został przyjęty przez Kongres, aby uniknąć „długiej i głębokiej recesji”. Najważniejszym szczegółem będzie natychmiastowe udostępnienie 250 miliardów dolarów i wykupienie za nie „toksycznych aktywów” od instytucji finansowych. To czego inwestorzy jeszcze nie wiedzą to kiedy rynek hipotecznego długu taki prezent otrzyma.
W środę (17 IX ) na złocie w ciągu godziny można było zarobić tyle, co przez rok na dobrej lokacie bankowej. Wpadka w Stanach to złota okazja dla tych, którzy zamiast lokować pieniądze w bankach zainwestowali w złoto. Wzrastające ryzyko systemowe na rynkach finansowych tak mocno przestraszyło inwestorów, że postanowili uciekać jak najszybciej do złota. Historia uczy, że w chwilach niepewności i zagrożenia uciekają do złota

Przez cały dzień, w różnych mediach, mówiłem, że rząd i Fed po prostu nie mogą pozwolić upaść AIG. To olbrzymia instytucja mająca przełożenie na miliony normalnych ludzi. Jej upadek mógłby się zakończyć naprawdę tragicznie. Tylko po co było dwa dni wcześniej upierać się, że państwo już nikomu nie pomoże? Po ogłoszeniu tej informacji indeksy błyskawicznie zmieniły kierunek

Prawda o odbiciu jest jednak jak zwykle zupełnie inna niż ta oficjalna. Atak byków po dwugodzinnym spadku indeksów wynikał wyłącznie z analizy technicznej. Indeks S&P 500 przetestował lipcowe dno i dokładnie wtedy włączył się większy popyt. Przecież nie można było oczekiwać, że na w wyniku wymienionych wyżej powodów, po olbrzymim spadku w czwartek, indeks przełamie tak istotne wsparcie. Takie cuda zdarzają się bardzo rzadko